piątek, 20 września 2013

Rozdział 1-Niania Roksana

         Wstałam rano, o 11:00 (ale wcześnie!) i zobaczyłam że nikogo nie ma w domu oprócz mnie.
-Juhu!- Krzyknęłam z radości lecz nie trwała ona długo, gdyż zobaczyłam kartkę z napisem:
            
                                                      KOCHANA CÓRECZKO!
O godzinie 12:00 przyjdzie do ciebie niania Roksana. Proszę, sprzątnij z podłogi swe skarpetki i inne ciuszki.
   Z góry dzięki. Całuski. Kocham Cię!
                                                                              Mama.

A  że nawet nie myślałam o tym aby sprzątnąć moje fatałaszki i inne różniste rzeczy, napisałam mamusi wspaniałą wiadomość na mej ślicznej papeterii w serduszka:
                                               
                                                  KOCHANA MAMUSIU!
Po pierwsze, ani mi się śni sprzątać. Po drugie te skarpetki są czyste, więc niania nie ma się co czepiać.
Po  trzecie, po co mi ta niania?!
    Kocham cię i przepraszam jak najmocniej.
                                                                          Córeczka.

Po chwili poszłam do kuchni i nalałam sobie herbatki do szklanki. Potem uczesałam sobie włosy w niezdarnego koka. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. 
- Taak?
- Czy to dom państwa....
- A ty jesteś Roksana?
- Tak, to ja. Jestem Niania Roksana Dulczmar.Czy ty...- Powiedziała patrząc na rozwalone skarpetki i sukienki małej księżniczki.
-Chyba jednak się pomyliłam... Dowidzenia...
Pomyślałam że chodzi jej o moja super fryzurę albo pidżamę w korony. Ale czy na pewno?
Poszłam do mojego pokoju i zadzwoniłam moim OLG dotykowym do mamy i powiedziałam co się stało.
- A skarpetki posprzątane?
-Eeee... Nie?
- I ty się dziecko dziwisz że sobie poszła?!
-Dobra, mamo nie dramatyzuj... sprzątam.
Z niechęcią zebrałam skarpety z podłogi i wpakowałam do szuflady w jednym z moich 5 pokojów.
Okazało się że na sofie pod poduchami leżały brokuły z przed tygodnia.Schowałam je tam bo nie lubię zielonych warzyw. FUUUUUJ!!! Zaśmierdziało pleśnią.
Ponownie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Wchodzę. Ty jesteś księżniczką, a to twój wielki dom. Posiadłość. Co ja mówię! Willa, pałac z basenem!-Krzyknęła i wepchnęła się do salonu.
- Co ty sobie wyobrażasz kobieto!?
- Wyobrażam sobie masę dietetycznych warzywek na pozłacanym talerzu... Z posypką ze srebra. Raz, dwa! Ruchy, ruchy!
Ach tak? Poszłam do kuchni i wyciągnęłam następujące składniki do niezwykle dietetycznej sałateczki Niani Roksany:
marcheweczka polana soczkiem z cytryny....
brokułki z pod poduszki.....
a za złotko służy złotko kuchenne do śniadania zjadanego w szkole.
- Proszę! Pozłacany talerz, warzywa polane specjalnym sokiem kwaskowatym. Brokułki są ugotowane w zielonej panierce z rzadko spotykanych zielono- żółtych wodorostów pruszkowatych
poussière. Na koniec jadalne srebro umaczane w winie Blanco białe. Smacznego!- Opisałam jej jak najlepiej danie dietetyczne.
-Dieta-Bomba! Poczujesz się lekko, ale dopiero na końcu!- Dodałam. 
Niania wzdrygnęła się przy pierwszym kęsie, ale cały czas jadła. Myślała że to smaki królewskich stołów. 
Na koniec zasmrodziła toaletę.
Wyleciała z domu jak z procy, nie powiedziała nawet "dowidzenia" albo "au revoir" nawet "despedida" i jeszcze zostawiła w nagrodę super czarne szpilki i płaszcz od Versace. 
Dom wolny i super ciuchy... Czego jeszcze chcieć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz